środa, 26 września 2012

Polak - Litwin, dwa br(y/a)tanki

http://polonia.wp.pl/kat,1010249,title,Politycy-obiecuja-Polakom-ze-rozwiaza-wszystkie-ich-problemy,wid,14956024,wiadomosc.html

GMO - coś w trawie zapiszczało

I mamy pierwsze koty za płoty... Niestety, wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na szkodliwość tych produktów zarówno na świat zwierzęcy jak i ludzi! Jak widać pierwotne badania przeprowadzono "nieskutecznie", a może specjalnie tak to zrobiono...
O modyfikacjach GMO wspominałem w postach nie koniecznie z nimi bezpośrednio związanymi:
TUTAJ i TUTAJ
Dziś mamy kolejne potwierdzenie szkodliwości "produktu" GMO jako takiego. Dochodzi jeszcze kwestia "ochrony roślin" - i niesamowitego parcia na rynek... ale to już inna kwestia, której można uciąc łeb przy samej d...
Czytając tekst (LINK) i ogladając załączone filmiki trudno oprzeć się wrażeniu, że wielcy tego świata dążą do jego destrukcji... Póki co, tak to wygląda niemal w każdej dziedzinie.
W myśl tego co zobaczyłem na załączonych filmach można by wnioskować, że firmom zależy tylko na szybkim zarobku, a co jeśli poprzez takie działania dąży się do ograniczenia populacji ludzkiej, tyle że w sposób "zawoalowany"?
Świat filmowy niejednokrotnie pokazywał skutki takich działań, próby takich modyfikacji... tylko czy my takie sygnały potrafimy weryfikować? Odczytywać?
By nie być gołosłownym, i tak na szybko:
1. Rundskop - i te umięsnione zastrzykami byki...
2. Cała seria Resident evil
3. The Constant Gardener - jaki "piękny" obraz badań na całych populacjach - fuj...
4. Serenity - kolejny nie udany eksperyment...
Te kilka przykładów, nie koniecznie super trafnych ale zaznaczających sam schemat, oddaje całą ideę.
To filmy...a co w realiach? Jak widać GMO, gdzieś tam przywrócono do "życia" bakterie dżumy...
A czy mamy pojęcie co może dziać się w laboratoriach wojskowych? Co tam nam szykują?

PAN NIE JEST ZADOWOLONY...

wtorek, 25 września 2012

Polityki gospodarczej i Polski... obraz, szaraka oczami...


Z dnia na dzień ciekawiej przedstawia się ten obraz... „Lanszaft” rzekł bym. Nijakie to, zakłamane, stłamszone, oszukańcze – by(d)le jakie.
Z jednej strony dwie siły polityczne ścierające się z powierzchni ziemi, z drugiej biedny ludek pracujący na czarno... albo „legalnie” po 14h na dobę, bo na raty i rachunki nie wystarcza.
Przed oczy wstawia nam się dwie drogi, i obie złe... bo jak wybrać z dwojga złego? Tak jak po śmierci Lecha Kaczyńskiego? Pamiętam jak dziś wielką obrazę na słowa artysty, który „ośmielił się” powiedzieć przed kamerami mniej więcej tak: „jeśli mam wybierać mniejsze zło, to nie wybieram żadnego i na wybory nie idę..” - och jak pojechano po nim, jaki to on nieodpowiedzialny... A czy można wybierać „mniejsze zło”?
Nie powinno być „szarosci”, „szarej strefy”.
Zamiast rozbudowywania przepisów, praw, obowiązków wypadałoby skupić się na ich uproszczeniu i prostym, życiowym ekzekwowaniu. Nie trzeba do tego 100 tys nowych etatów urzędniczych, nie trzeba obiecanek niespełnionych.
Od lat uczy się nas jak przepisy „omijać”, kombinować...jak podatków nie płacić...
Od lat czytam również wypowiedzi „prostych”, drobnych sklepikarzy, handlarzy jak się im śrubę przykręca... ale to akurat prawda jest, bo „wielkim” tego swiata nie przeszkadza to w „kombinowaniu i omijaniu”, tym małym też nie, tyle że Ci mali ponoszą dużo większe koszty, bo ich nie stać na „kombinowanie i omijanie”, i nie mają na to czasu!
Przykład? Sklepik osiedlowy, właściciel jest tam już o 4 rano, musi przyjąć chleb, nabiał, warzywa. Otwierte w zasadzie od tej 4 rano, bo część ludzi o 5-6 już wychodzi do pracy, a świeży chlebek i rzodkiewkę wypada zjeść. Teoretycznie tak do 10-11 jest ruch, prawdę mówiąc mógłby zamknąć o tej 11 i do 13-14 zrobić przerwę, tyle że mieszka ok 30 min drogi od sklepu, więc jaki jest sens tracić godzinę na przejazd? Lepiej w tym czasie sprawdzić faktury, i papiery inne... potem do ok 20ej dalszy handel... a od 18 wyprzedaje warzywa które następnego dnia nie doczekają, bo lepiej grosz chocby odzyskać niż stracić... i tak co dzień, prócz niedzieli – bo wtedy wolne...
Powiecie że tak sobie wybrał, że nie może mieć źle, skoro to ciągnie... Ano i on nie marudzi, choc musi trzy zusy opłacić, podatki... pytanie jak to 3 zusy? Ano jedna pani na zwolnieniu, jedna w ciąży... a pracować nie ma komu... taka polityka socjalna... to tylko wierzchołek góry...
Trochę się pokręciłem po sklepikach, kwiaciarenkach, taksówkach, małych zakładach ślusarskich, mechanicznych... Porozmawiałem z właścicielami, i co się wyłania?
Woleliby prosty podatek liniowy od skomplikowanego vatu, podzielonych stawek itp., itd. Jedną prostą składkę ubezpieczeniową, a nawet ubezpieczenie obowiązkowe „zakładu” jako całości.
Przykład kombinatora podatkowo-pracowniczego, a mam, i to kombinator w świetle prawa!
Jak nie płacić za pracownika zusu, podatku... proste, zatrudniać bezrobotnego na przyuczenie, na 3-6 mcy (w tym czasie koszta ponosi „państwo”), potem go zwolnic na miesiąc-trzy (wraca na zasiłek i dalej „państwo go utrzymuje”), potem delikwenta znowu zatrudnić na 3-6 miesięcy (jest już przeszkolony, więc przyuczenie trwa miesiąc a dalej pracuje jak każdy, tyle że dalej na koszt UP cazytaj „państwa”), i tak wkoło przez rok, dwa... Jaki z tego wniosek?
Ano taki, że „ZAKŁAD” praktycznie przez cały okres zatrudnienia nie ponosi kosztów ubezpieczenia, zasiłków... Nie jestem specjalistą, ale tu wystarczająco widać jak „wielkich” stać na kombinowanie. A słowo „państwo” w tym wywodzie należy czytać „PODATNICY” czyli każdy z nas!
Odbiegłem sprintem od tematu.
Czy da się uzdrowić coś, co jest chore już od samego początku?
Jak można zwalczać korupcję kiedy na każdym kroku wyciągane są „dowody” na „każdego”?
Kiedy jednostki do walki z korupcją same są skorumpowane?
Jak tworzyć „prawo” kiedy „urzędnicy” do tego powołani, tworzą bubel?
Jaki jest sens wprowadzania ustaw bez wykładni, albo w nowej ustawie zapomina się wykluczyć starą?
Jak wierzyć w niezawisłośc sądów kiedy zasiadają w nich ci sami co 30-40lat temu ludzie, a ich następcy to „wychowankowie”, pracujący jak ich nauczyciele..?
Jak wierzyć prokuratorom, o których co raz to głośniej?
Sam „rząd” to nic, zostaje jeszcze „armia” urzędników, bezdusznych, nie myślacych wykonawców bzdurnych przepisów...
Do wyciągnięcia wniosków z. tego co napisałem wystarczy przeglad prasy codziennej, czy papierowej, czy internetowej.

Jak widzę Polskę? Obraz „nędzy i rozpaczy” i módlcie się, jeśli macie do kogo, elito rządząca, bo co raz to więcej głosów przeciw wam... Skrajnościom lud nie wierzy, bo już były, ale teorii środka też nie ma.
W myśl kapitalizmu wyprzedaliście ogromny majątek „narodu”, jak dziennikarze pokazują za srebrniki, ludzie nie mają pracy, a wy piszecie i mówicie co innego, to dlaczego połowa moich znajomych pracuje za granicą? Wierzycie że wrócą z kapitałem? Wolne żarty...
Mnie jedynie sentyment i syn trzymają w tym suwerenie unii... lecz z każdym dniem utwierdzam się w decyzji wyjazdu, by zapewnić sobie i dziecku należyty byt.

Poniżej kilka „prostych” zdawałoby się spraw, a przez urzędasów i prawo doprowadzonych do granic absurdu, oraz opinia, i coś czego nam brak...


Wiedza zbyteczna... czy niezbędna?


Temat powrócił całkiem przypadkiem podczas seansu filmowego... Oglądając film „Tracker” z 2010r. Zastanowiłem się na wojnami burskimi, a własciwie szacunkiem jakim jakim oficer brytyjski darzył dziwnego człowieka... oraz jaki strach wzbudził ten człowiek w podoficerze... także angliku, kiedy ten pojawił się na „ich” wyspie...
Zastanowiły mnie padające tam słowa o obozach „koncentracyjnych”, w których zaginęła rodzina owego „dziwnego” osobnika...
Drążąc trochę temat dowiadujemy się że „obozy koncentracyjne” to wcale nie faszystowski wymysł... obozy takie istniały na długo przed II wojną światową, tylko nie były tak „rozpropagowane” jak niemieckie. Można by powiedzieć, wstydzono się ich, ich ujawnienia. Nie miały one bezpośrednio na celu eksterminacji jako takiej, ale robiły to „pośrednio”.
Pierwszymi stricte obozami były w końcu XIX w. Tzw. „reconcentrados „ na Kubie, wymysł n.b. gen. Martineza Camposa. Kolejną ważną wzmianką są wspomniane wojny burskie (1877-1902), i tutaj spotykamy się z obozami, które wg pierwotnych założeń i opisów wcale „eksterminacyjne” wcale nie są... tylko z założenia...
Później mamy rok 1911 i spisy ocalałych Hererów – to już niemiecka robota... I tu pojawiają się kartoteki, znakowanie więźniów, badania „medyczne”...
Następnie mamy I wojnę światową, tyle że tam mamy dziesiątki tysięcy „internowanych”.
Mało wspomina się rok 1917 i rewolucję w Rosji, oraz „5 listopada 1918 roku Rada Komisarzy Ludowych w ogarniętej rewolucją Rosji wydaje słynny dekret "O czerwonym terrorze", który przewidywał zabezpieczenie Republiki Radzieckiej od wrogów klasowych przez izolowanie ich w obozach koncentracyjnych. Ofiarami obozów - do końca 1920 roku powstało ich 84 (obozy) z 50 tys. więźniów - już nie obcych, ale obywateli własnego państwa.”
Dopiero II w. światowa ukazuje z całym rozmachem machinę „obozów koncentracyjnych”.

Zaczęło się od filmu, wydawałoby się zupełnie nie związanego z tematem... Czy to jest wiedza zbyteczna?
Film polecam, bo jest to ciekawa pozycja nie mieszająca we łbie...

A do tego co nieco poszukać sobie w skarbnicy wiedzy... a dla leniwych choćby poczytać tutaj lub tutaj

Czy można być zadowolonym? raczej nie... co nie umniejsza dobremu filmowi

Sny... śnienie i jak to z tym jest?


Od pewnego czasu zastanawiałem się jak to jest z naszymi snami, dlaczego zapominamy je niemal natychmiast po przebudzeniu, dlaczego w większości są to „dobre” sny?
W przeważającej większości moje sny są dobre, znacznie lepsze niż rzeczywistość, może dlatego staram się po przebudzeniu je zapamiętać, a i jeszcze z racji nic nie robienia to bywa że zasypiam ponownie i próbuję je śnić dalej...Bo straszna jest świadomość że to „dobro” wraz z przebudzeniem ucieka, i nawet nie można go zapamiętać... Mnie pozostaje, przynajmniej przez pierwszych kilka minut dobry humor... Potem, jak większość, zapominam, tylko czasami w ciągu dnia jakiś przebłysk, wspomnienie. Czasami udaje się zapamiętać ideę snu, i tak udało mi się zapamiętac jakieś wyjątkowe sny, bardziej deja vu, czy sny tzw. prorocze.
Tych ostatnich miałem w życiu kilka... na zasadzie deja vu, czyli: kurcze, ja to już widziałem... brałem w tym udział...
Gdzieś czytałem, że wpływ na nasze sny może mieć to co czytamy, z czym się zmagamy, nasze problemy... jakiś wyjątek stanowiły wypowiedzi, że „dobre” rzeczy z życia przeniosły się na sny...
Czyli: im gorszy, smutniejszy dzień, tym lepszy, milszy sen... Czyżby sam mózg kompensował nam straty dnia?
Czytam w 99% SF, ale jakoś nie zauważam odzwierciedlenia tego w snach. No, może sny o lataniu... ale okazuje się że nie jestem w tym wyjątkiem... lataliśmy, latamy, będziemy latać w snach ;)
Pomijam sny erotyczne, z których wyrosłem już dawno temu... bo chyba wiek dojrzewania ma to do siebie, że takie właśnie sny mamy... ale bywają i teraz ;) też miłe, ale i dużo bardziej „erotyczne” a nie mechaniczne ;)
Ponieważ ciężko sobie przypominać co w konkretnych śnieniach było, to i trudno o nich pisać. Sięgałem też do „senników” ale nijak się nie sprawdzały... więc odłożyłem temat głęboko na półkę.
Zauważyliście że sny z kategorii „straszne” śnią się najcześciej w nocy, kiedy jest ciemno i się budzimy wystraszeni wśród tej ciemności? Natomiast „dobre” sny trafiają się najczęściej nad ranem, tuż przed przebudzeniem... albo i przebudzenie taki sen przerywa (niestety...).
Dobrym jest jedynie to, że i jedne i drugie najczęściej szybko zapominamy, ja mam to szczęście że czasami udaje mi się jeden „dobry” sen kontynuować przez kilka nocy...
Czego i Wam życzę..

niedziela, 23 września 2012

udany seans...


Przypadek rządzi naszym losem...
Z pewną taką nieśmiałością rozpocząłem seans, nie czytałem recenzji, nie szukałem w skarbnicy (internecie) informacji o nim. Trafił do mnie przez przypadek... a z sobotniej nudy poobiedniej został włączony. Obsada, jak i początek nie wciągnęły mnie... ale po kilkunastu może minutach nie mogłem się oderwać. Niby taki „amerykański film drogi”, lecz inny, nie tak obcesowy, nie tak nachalny, a i brutalności w nim prawie nie uświadczysz, a co dopiero wulgarności.
Film nietuzinkowy, jak i poznanie jego bohaterów w wędrówce przez ich kawałek życia, a wszystko to w prostych, codziennych scenach. Tego nie można opisywać, to trzeba obejrzeć.
„ - życia się nie wybiera tato, życiem się żyje...”

Klasycznie opis dla niedowiarków TUTAJ

PAN JEST ZADOWOLONY...

sobota, 22 września 2012

tylko wytrwałością i pracą narody się bogacą...

"Niekorzystną sytuację na rynkach pracy w Europie wciąż potęguje kryzys gospodarczy. Wskaźnik stopy bezrobocia osób poniżej 25. roku życia utrzymuje się na ponad dwukrotnie wyższym poziomie w porównaniu do wartości stopy bezrobocia wszystkich aktywnych zawodowo. Zgodnie z danymi opublikowanymi przez Eurostat, w maju 2012 roku w Unii Europejskiej bez pracy pozostawało 5 517 mln osób, które nie ukończyły 25. roku życia. Stopa bezrobocia w tej grupie wiekowej wyniosła 22,7 proc."

To nie cytat z czarnowidztwa... a notka z (wp.pl)
PAN NIE JEST ZADOWOLONY...

jeden film...

Dziś na "tapecie" tylko jeden tytuł. "Red lights", reklamowany jako dramat, thriller... dla mnie to jeszcze science fiction... bo czyż nie dotyczy spraw na dziś "niebadalnych"?
Ładne ujęcie paranormalności, z jednej strony demaskowanie oszustów, z drugiej pozostaje coś, czego wyjaśnic się nie da... mimo dość słabych ocen.. polecam.
Dla wymagających konkretów...

PAN JEST ZADOWOLONY...

żagle, żagle, żeglowanie i cumowanie...

Jedna z niewielu spraw sądowych, gdzie przychylam się do wyroku ;)
Prawie kazdy port pobiera opłaty za cumowanie, każdy pomost (keja) obarczony jest opłatą, jaką? wiedzą żeglarze... nie jest to mało... (jak pamiętam z lat poprzednich to ok 10-15zł). Są porty gdzie może stać 100-200 łajb... wiec tak naprawdę podatek od tego pomostu to "DNIÓWKA"!
Więc nie płaczcie panowie właściciele...
(Portowe myto) 

porażka sądu i premiera...?

nie można już byc w opozycji, nie mozna byc niezadowolonym...z naszej irlandii... pokazuje to artykuł "masowe grzywny..."
Sprawa stara, sąd i prokuratura potrzebowały 1,5 roku... śmiać się czy płakac?

równi i równiejsi...

Przykro czytać, zwłaszcza że sam mam syna chodzacego do szkoły... i taka sytuacja nie tylko w Policach ma miejsce... Każdy rodzic powie ze jego dziecko "najważniejsze jest!" - poza marginesowymi wyjątkami. Jest coś za czego przykładem powinnismy podążać...
Przykład z Brazylii, od wielu lat dzieci przystępujące do komunii św. przede wszystkim są ubrane jednakowo!, pilnuje tego rada kościelna, rodzice są zobligowani do ubrania zarówno siebie jak i dzieci - schludnego i skromnego, kogo nie stać dostanie co trzeba od rady parafii. Przyjęcie po tym ważnym jakby nie było dla kazdego katolika święcie odbywa się na koszt któregos z najbogatszych parafian...i najczęściej na jego hacjendzie... Są tam wszyscy, dzieci, rodzice, zaproszeni goście... Mimo skrajnych różnic, ludzie ci potrafią przynajmniej pokazać że DZIECI w tym jednym dniu są RÓWNE!
Co się dzieje z nami? Wiadomo że dzieci to potencjał w który należy inwestować! Przypadek opisany w artykule (Obiadowa segregacja w szkole) nie powinien mieć miejsca w kraju rozwiniętym, humanitarnym etc. za jaki się uważamy!

PAN NIE JEST ZADOWOLONY...

piątek, 21 września 2012

polityczna nekrofilia?

Czytając doniesienia codzienne, trudno pominąć ofiary katastrofy smoleńskiej i ich ekschumacje... Porażająca dośc myśl, bo prawie każdego z nas to nieuchronne kiedyś dotknęło. Rozumiem ludzi w których świadomości rodzi się zamysł o podmianie ciał, zwłaszcza po takiej katastrofie, i do tego jeszcze trudna wiedza o tym że ciało bliskiej nam osoby poćwiartowane wręcz leży w trumnie.
A wszystko owiane nutką polityczną... tylko zawoalowaną jeszcze...

i jak widać sprawa nabiera tempa... (będziemy kopać?)

filmów oglądanie...


Seans nie zachwycił mimo dobrych recenzji, nie wiem,może to moje nastawienie, może pogoda... bo jednak obejrzałem, ale nie to żeby miał do niego wrócić...
Freelancers... chyba tylko dla wybranych...


Guyver bohater ciemności - staruszek, jak odgrzany kotlet... niestety nie wszystko z wiekiem nabiera „smaku”.. Może gdyby miał naście lat, to by się zachwycał scenami walki... potworami... i do tego wątkiem miłosnym. Film tylko dla fanów SF, a i to dla wytrwałych...




Rundskop (Głowa byka), trudny film, bo dramat „wielokrotny”. Dla mnie to porównanie człowieka do zwierzęcia na poziomie „szprycowania” świństwem. W dość zawoalowany sposób pokazuje skutki „poprawiania” natury z jednej strony, a z drugiej próby (nieudolne, tylko chemiczne) naprawienia krzywdy..
Trudny, ale wart poświęconego czasu, bo to się dzieje.. gdzieś z boku... ale się dzieje... i to jest smutne.



PAN JEST ŚREDNIO ZADOWOLONY...

czwartek, 20 września 2012

żeby sprawiedliwie było...

Najpierw należy przeczytać, potem zrozumieć... a jak klawiatury przy tym nie połamiecie to gratuluję nerwów... i postronków rzeczone trzymających... http://www.wolnyswiat.pl/20h3.html
PANU SIĘ KOZIK W KIESZENI ROSTWIERA!

Roboty, cyborgi... GMO

Kilka-nascie postów wstecz wspominałem o robotyzacji, i ogólnie postępie...
Dziś niejako po drodze natknąłem się na pewien komentarz ze strony NowegoEkranu, poniżej cytuję w całości:
"Ustawa o nasiennictwie, wdrażanie GMO:
Najważniejsze zagrożenia:

- zagrożenie ekonomiczne (patenty) związane z produkcją żywności oraz nabywanie praw patentowych poprzez skażenie środowiska..
- zagrożenia skażeniem ekologicznym, którego skutków nie da się przewidzieć a dostępne wnioski wysunięte z dotychczasowych analiz wskazują, że skażenie to jest trwałe i nieodwracalne.
- zagrożenie skutkami zdrowotnymi dla każdego człowieka z wielkim podkreśleniem kobiet w ciąży i dzieci.

Prawo:

Art. 181 kodeksu karnego mówi:

§ 1 Kto powoduje zniszczenie w świecie roślinnym lub zwierzęcym w znacznych rozmiarach, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

§ 2 Kto, wbrew przepisom obowiązującym na terenie objętym ochroną, niszczy albo uszkadza rośliny lub zwierzęta powodując istotną szkodę, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

§ 3 Karze określonej w § 2 podlega także ten, kto niezależnie od miejsca czynu niszczy albo uszkadza rośliny lub zwierzęta pozostające pod ochroną gatunkową powodując istotną szkodę.

Art. 23. k.c. Dobra osobiste człowieka, jak w szczególności zdrowie … ,pozostają pod ochroną prawa cywilnego niezależnie od ochrony przewidzianej w innych przepisach.

Każdy ma prawo do życia w bezpiecznym, nieskażonym środowisku.

Art. 24. § 1. k.c. Ten, czyje dobro osobiste zostaje zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania, chyba że nie jest ono bezprawne. W razie dokonanego naruszenia może on także żądać, ażeby osoba, która dopuściła się naruszenia, dopełniła czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków, w szczególności ażeby złożyła oświadczenie odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie. Na zasadach przewidzianych w kodeksie może on również żądać zadośćuczynienia pieniężnego lub zapłaty odpowiedniej sumy pieniężnej na wskazany cel społeczny.

W związku z Art. 5 k.c.

Art. 5. Nie można czynić ze swego prawa użytku, który by był sprzeczny ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub z zasadami współżycia społecznego. Takie działanie lub zaniechanie uprawnionego nie jest uważane za wykonywanie prawa i nie korzysta z ochrony.

Art. 39. Konstytucji:

Nikt nie może być poddany eksperymentom naukowym, w tym medycznym, bez dobrowolnie wyrażonej zgody.


Uświadamiając sobie znaczenie przytoczonych faktów i zapisów prawnych, należy jednoznacznie stwierdzić, że większa część społeczeństwa jest obecnie poddawana eksperymentowi uwalniania żywej technologii genetycznej do środowiska i od lat poddawana eksperymentowi spożywania żywności pochodzącej z organizmów modyfikowanych genetycznie:


- bez wyjaśnienia, o co w tym chodzi,

- bez wyjaśnienia, jakie mogą być zagrożenia i konsekwencje,
- bez świadomego wyboru obywateli,
- i bez jakiejkolwiek wiedzy o istnieniu GMO u 66% obywateli Polski. [8]

W związku z powyższym, wprowadzanie na rynek technologii GMO jest jawnym łamaniem praw człowieka, Konstytucji RP, Kodeksu Karnego, Kodeksu Cywilnego oraz wielu praw międzynarodowych.


Jednocześnie należy oznajmić, iż osoby propagujące przeprowadzenie eksperymentu na tak wielką skalę i w sposób niekontrolowany, nawołują do popełnienia przestępstwa związanego z przeprowadzeniem eksperymentu naukowego, bez wiedzy osób, na których eksperyment ma zostać przeprowadzony.


http://maciejka.nowyekran.pl/post/59396,eksperyment-naukowy-kryptonim-gmo

http://pluszak.nowyekran.pl/post/22339,obywatelskie-zadanie-wstrzymania-glosowania-w-sprawie-ustawy-o-nasiennictwie

Złożyłem zeznania w tej sprawie.

Pawlak z Kargulem...

Jeszcze trochę a przyjdzie nam dochodzić swoich praw jak tytułowemu Pawlakowi... (jest u mnie jeszcze dwa granaty...)
Ostatnimi czasy stałem się dość wytrwałym czytelnikiem i oglądaczem poczynań redaktorów Nowego Ekranu, co poniżej widać|:
Z jednej strony medialna sieczka, a z drugiej zimny prysznic - magiel finansowy
Jak uwierzyć w niezawisłość sądu? - jawne-niejawne
Bo coś takiego jak honor to dla nich papier do d... i wcale nie żartem Król Julian rzecze: Hańba wam!
Tutaj jeszcze ciekawiej...

Wierzyć się w to nie chce, ale materiał nie kłamie...
PAN NIE JEST ZADOWOLONY...

The Boat That Rocked czyli Radio na fali

Jak pracuje rząd?

poniżej fragment spotkania ministerialnego..:
m – minister
u1- urzędnik 1
u2 - urzędnik2

m: Dzień dobry, dzień dobry. Siadajcie panowie. Rozgłośnie pirackie....Zapewniłem premiera, że zlikwidujemy je w ciągu roku.
U1: Jak pan zaraz zauważy, nie łamią istniejącego prawa.
M: To wkrótce się to zmieni,|panie...
u2: - Frederix.|
m: - Frederix. Dlatego jesteśmy w rządzie. Jeśli coś się nie podoba wymyśla się na to ustawę. Jeśli już o tym mówimy, panie...
u2:- Frederix.|
m:- Frederix.
U1: Tak..?
M: Powinniśmy wymyślić ustawę zabraniającą pańskiej fryzury.
U1 - Nie podoba się panu?
m: - Nikomu się nie podoba. Z wyjątkiem ślepców. I pewnie ci mijając pana odczuwają wstręt.
Ma pan dzień na włosy i 2 tygodnie na piratów. Do widzenia.

Jest to fragment dialogu (w wolnym tłumaczeniu) z filmu (na szczęście...) „The Boat That Rocked”.
Tylko dlaczego myślę że tak właśnie pracują nasi włodarze?
Powinno to Was zachęcić do samego filmu na który zapraszam...
Atu jak zwykle profesjonalniej...

PAN JEST ZADOWOLONY... Z FILMU...

środa, 19 września 2012

Czytanie „papieru”...


Jakże inaczej odbieram czytanie „prawdziwej” książki, przez kilka lat prawie odwykłem od zwykłej papierowej... I muszę przyznać że nawet zapach, specyficzny, książki kiedyś zawilgoconej odbiera się jako wcale znośny i „sentymentalny”? Może...

W ręce i przed oczy wszedł Aleksy Pokryszkin „Myśliwiec” wydana w 1949r nakładem Wydawnictwa „Prasa Wojskowa”.
Czyta się to dziwnie, choć ja wychowany jeszcze w dobie „kultu” partii i wojska, ale już nieco otrzaskany... Traktuję ją jako eksponat, i pamiątkę z |”okresu”.
Książka zainteresuje chyba tych, którzy interesują się lotnictwem, ale z pkt. widzenia „komunisty”, ideologa wręcz, oraz pilota. Autor skupia się na poznawaniu technik walki mysliwców z tamtego okresu, analiz, opisów i własnych dokonań – a to wszystko na przestrzeni II wojny światowej.
Dziś bawić będą archaizmy typu: „człowiek radziecki” czy opis jakże ważnego: „W tym czasie zaszło ważne zdarzenie w moim życiu osobistym. Wiosną czterdziestego drugiego roku zostałem przyjęty do partii. Rolę swoją, jako komunista, rozumiałem tak: dążyć wytrwale do tego, by zawsze być pierwszym w boju i nauce. Legitymację partyjną wręczano mi na lotnisku w pobliżu Krasnodonu.”
Taki to język... takie czasy... tylko wujek Stalin wciąż żywy... :)

PAN JEST ZADOWOLONY...

wtorek, 18 września 2012

Seansu filmowego przy niedzieli cd..

Tym razem nic z SF...
Na pierwszy ogień poszedł wygrzebany z pudła „Across the universe” - hmn... ale wizje były jednak fantastyczne...
Nie jestem fanem filmów tego typu, mówiąc szczerze nie potrafię nawet oglądać w „całości”, jak też i innych. Romansidło, jak romansidło, ale piosenki zaśpiewane fajnie i to mnie skusiło... zwłaszcza aranżacje
Poniżej dwa kadry ze scen finałowych... A sam film polecam, choćby dla muzyki i śpiewu ;)


„Notebook” - film przeleżał kilka lat, jakos nie miałem ochoty po recenzjach oglądać... Jednak wola ma słaba... i pułkownik trafił na ekran domowy. Z jednego jestem zadowolony, dobrze się stało że nie oglądałem tego filmu wtedy gdy się ukazał. Nie miałbym takiego dystansu, nie zrozumiałbym, i znając siebie, po kilku minutach odstawiłbym z powrotem na półkę.
Tym razem udało się, i poleciał w całości. Nie ma zamiaru streszczać i opisywać, każdy odbiera inaczej, dla mnie to była kwintesencja miłości i wierności „obietnicom”

„Róża” - może nie pułkownik, ale swoje odczekała. Film trudny, bo o czymś, o czym kiedyś się nie mówiło, bo krasnaja armia była nietykalna, a i temat mazurów i warmiaków do dziś bywa „niewyraźny”. Wielkiego halo nie było i nie będzie, a wartościowy to materiał bo „ludzki”.






KLIK I PROFESJONALNY OPIS...


„Stepy” lub Beyond the steppes – Film z 2010 który tez nie odbił się specjalnym echem wśród polskiej publiki. Może stoi za tym czas? Choć to dziwne, 1920 siedzi w „naszych” głowach, a II w. światowa jakby znikała z naszej świadomości... przyczyną może być patos komunistyczny, ta ilość filmów wojennych którymi nas raczono w jego dobie...
Stepy to sedno tego co przeżyły kobiety wygnane, ale nie tego co myślały...



„Drzwi” oryginalny tytuł „Az Ajto” - pozycja dla wszystkich uczących się „rozumieć” innych, akceptować... Oraz o tym jaka „miłość” może, czy powinna być...

KLIK I PROFESJONALNY OPIS...

Weekendowy przegląd PAN UZNAJE ZA UDANY I JEST ZADOWOLONY...

Wiedza zbyteczna... i „matura to bzdura”...

Od kilku lat mam wrażenie uwsteczniania się „młodzieży”, sam nie jestem wykształcony, mam jedynie tą maturę... którą to program „Matura to bzdura” ukazuje jako wielce zbyteczną... Obraz jaki pokazują nam, jest dla mnie zatrważający. Studenci/tki swą ignorancją, bezczelnością maskują niewiedzę PODSTAWOWĄ. Obracając się w środowisku ludzi „prostych”, po zawodówkach, podstawówkach, czasem technikach postanowiłem pokazać im kilka z tych programów. Faktem jest, ludzie ci nie mieli lat 18-25(na oko) jak Ci z programu... lecz 35-55 lat a na pytania padające w czasie programu w znakomitej większości odpowiadali już w trakcie czytania cytatów...
Zresztą na co dzień osoby te używają języka bez „przecinków” nadmiarowych, i błyskają co raz dowcipem wcale nie rynsztokowym.
Swego czasu czytałem o panu Fiszerze Franciszku, i jak zachwalany był jako niezrównany humorysta (WIĘCEJ TUTAJ), mnie się wydaje, że był to facet w dobrym miejscu i dobrym czasie... choć postawy jego chwalić nie mogę, bo z opisu wynika że trutniem był wielkiego kalibru, ja przy niem to gucio z pszczółki maji...
Innym przykładem, dla mnie pobudzającym okazał się portal zbyteczna.pl, poza bzdurami tam wypisywanymi, uśmiałem się sam z siebie... Wg. Mnie najstarszym drzewem polskim bo tak mnie uczono dawno temu miał być dąb „Bartek” a tu jak się okazuje, żyję w niewiedzy tyle lat... bo to cis Henrykowski jest najstarszym drzewem... Czy uważacie że to wiedza zbyteczna?

Jestem kiepski, nie walduś i nie ferdek, ale kiepski z pamięcią do dat, imion, nazwisk, języków... Ale moje „morale” bardzo się podniosło po wizycie znajomej z południa. Jakieś 2 lata temu poznałem panią, nomen omen nauczycielkę historii, przewodniczkę z zamiłowania i dodatkowego zarobku... Przyjechała do mej mieściny, bo ma taką wizję, by zjeździć ten kraj wzdłuż i wszerz... a rok temu padło na mnie ;> Odebrałem ich (ją i jej syna) z dworca, wsiedliśmy do samochodu i zapytałem tak pół żartem, czy ich d... nie boli po podróży, i jaką chcą trasę na nocleg... szybką czy widokową?
Koleżanka odparła że widokową, syn nie miał wyjścia, ja zresztą też... słowo się rzekło. Chcąc błysnąć pojechałem tempem spacerowym i zacząłem opowiadać co mijamy, jak to wyglądało dawniej... takie niby bzdury, ale opowiadałem to co zapamiętałem z gazet, książek, co mnie zaciekawiło w artykule z internetu...
Kiedy zajechaliśmy na „nocleg” po ok. godzinie (co i tak było naciągane, bo miasto kilkakrotnie wzdłuż i poprzek przejechałem – stare miasto...) koleżanka bardzo bezpośrednio zapytała mnie czy sobie z niej nie żartuję, i to co o mnie wie, to jakos jej nie pasuje do tego, jak ich obwiozłem po mieście... tzn. wie że jestem mechanik z wykształcenia, na ów czas zajmuję się hydrauliką i „budowlanką”, ale nijak jej nie pasuje to do „wiedzy” o moim mieście, i róznych ciekawostkach.
I to co mnie tak połechtało, to „nawet ja, jako przewodniczka zawodowa nie myślałam że można ciekawie i tyle opowiedzieć w czasie tak krótkiej jazdy...”
I teraz pada pytanie, choć nie specjalnie interesuje mnie historia, a tylko ciekawostki związane z moim miastem, regionem, to czy taka wiedza jest zbyteczna zważając na moją profesję?
To że prócz tego znam się na komputerach, potrafię sam naprawić monitor, odzyskać dane z uszkodzonego dysku, naprawić pralkę, samochód, wzmacniacz... to jest to wiedza zbyteczna?
Oraz to że wiem co nieco o trenach, kto i po co je napisał, pamiętam kawał Bogurodzicy, i co nieco z inwokacji – to jest to wiedza zbyteczna?

Spotkałem się niedawno z przytykiem dot. mojej znajomości angielskiego... słowo daję, dogadam się, „rencami i nogyma”, ale nie swobodnie... lecz jak się okazuje, w pewnym stanie ciała i ducha bywam poliglotą... czyżbym miał jakieś ukryte zahamowania? A może moje „ja” właśnie to traktuje jako wiedzę zbyteczną.. ;)