Pokazywanie postów oznaczonych etykietą matura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą matura. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 listopada 2012

Matura to bzdura... epizodycznie...

Dawno nie gościłem na swoim blogu, ale przed chwilą trafiłem na to: (LINK).
Panie Boże, widzisz i nie grzmisz!?
Załamałem się i zapłakałem...

PAN NIE JEST ZADOWOLONY...

wtorek, 18 września 2012

Wiedza zbyteczna... i „matura to bzdura”...

Od kilku lat mam wrażenie uwsteczniania się „młodzieży”, sam nie jestem wykształcony, mam jedynie tą maturę... którą to program „Matura to bzdura” ukazuje jako wielce zbyteczną... Obraz jaki pokazują nam, jest dla mnie zatrważający. Studenci/tki swą ignorancją, bezczelnością maskują niewiedzę PODSTAWOWĄ. Obracając się w środowisku ludzi „prostych”, po zawodówkach, podstawówkach, czasem technikach postanowiłem pokazać im kilka z tych programów. Faktem jest, ludzie ci nie mieli lat 18-25(na oko) jak Ci z programu... lecz 35-55 lat a na pytania padające w czasie programu w znakomitej większości odpowiadali już w trakcie czytania cytatów...
Zresztą na co dzień osoby te używają języka bez „przecinków” nadmiarowych, i błyskają co raz dowcipem wcale nie rynsztokowym.
Swego czasu czytałem o panu Fiszerze Franciszku, i jak zachwalany był jako niezrównany humorysta (WIĘCEJ TUTAJ), mnie się wydaje, że był to facet w dobrym miejscu i dobrym czasie... choć postawy jego chwalić nie mogę, bo z opisu wynika że trutniem był wielkiego kalibru, ja przy niem to gucio z pszczółki maji...
Innym przykładem, dla mnie pobudzającym okazał się portal zbyteczna.pl, poza bzdurami tam wypisywanymi, uśmiałem się sam z siebie... Wg. Mnie najstarszym drzewem polskim bo tak mnie uczono dawno temu miał być dąb „Bartek” a tu jak się okazuje, żyję w niewiedzy tyle lat... bo to cis Henrykowski jest najstarszym drzewem... Czy uważacie że to wiedza zbyteczna?

Jestem kiepski, nie walduś i nie ferdek, ale kiepski z pamięcią do dat, imion, nazwisk, języków... Ale moje „morale” bardzo się podniosło po wizycie znajomej z południa. Jakieś 2 lata temu poznałem panią, nomen omen nauczycielkę historii, przewodniczkę z zamiłowania i dodatkowego zarobku... Przyjechała do mej mieściny, bo ma taką wizję, by zjeździć ten kraj wzdłuż i wszerz... a rok temu padło na mnie ;> Odebrałem ich (ją i jej syna) z dworca, wsiedliśmy do samochodu i zapytałem tak pół żartem, czy ich d... nie boli po podróży, i jaką chcą trasę na nocleg... szybką czy widokową?
Koleżanka odparła że widokową, syn nie miał wyjścia, ja zresztą też... słowo się rzekło. Chcąc błysnąć pojechałem tempem spacerowym i zacząłem opowiadać co mijamy, jak to wyglądało dawniej... takie niby bzdury, ale opowiadałem to co zapamiętałem z gazet, książek, co mnie zaciekawiło w artykule z internetu...
Kiedy zajechaliśmy na „nocleg” po ok. godzinie (co i tak było naciągane, bo miasto kilkakrotnie wzdłuż i poprzek przejechałem – stare miasto...) koleżanka bardzo bezpośrednio zapytała mnie czy sobie z niej nie żartuję, i to co o mnie wie, to jakos jej nie pasuje do tego, jak ich obwiozłem po mieście... tzn. wie że jestem mechanik z wykształcenia, na ów czas zajmuję się hydrauliką i „budowlanką”, ale nijak jej nie pasuje to do „wiedzy” o moim mieście, i róznych ciekawostkach.
I to co mnie tak połechtało, to „nawet ja, jako przewodniczka zawodowa nie myślałam że można ciekawie i tyle opowiedzieć w czasie tak krótkiej jazdy...”
I teraz pada pytanie, choć nie specjalnie interesuje mnie historia, a tylko ciekawostki związane z moim miastem, regionem, to czy taka wiedza jest zbyteczna zważając na moją profesję?
To że prócz tego znam się na komputerach, potrafię sam naprawić monitor, odzyskać dane z uszkodzonego dysku, naprawić pralkę, samochód, wzmacniacz... to jest to wiedza zbyteczna?
Oraz to że wiem co nieco o trenach, kto i po co je napisał, pamiętam kawał Bogurodzicy, i co nieco z inwokacji – to jest to wiedza zbyteczna?

Spotkałem się niedawno z przytykiem dot. mojej znajomości angielskiego... słowo daję, dogadam się, „rencami i nogyma”, ale nie swobodnie... lecz jak się okazuje, w pewnym stanie ciała i ducha bywam poliglotą... czyżbym miał jakieś ukryte zahamowania? A może moje „ja” właśnie to traktuje jako wiedzę zbyteczną.. ;)