Jeden "przekręt" staje się przyczynkiem do "lawiny" ukazującej jak "spartolony" mamy system...
Czytając doniesienia z lewa i prawa dotyczące Amber Gold (Ciekawym określeniem nazwy, z definicji jest że amber, to żółte światło (uliczne), czyli ostrzegawcze... tak żartem, z mojej strony), bardzo trudno nie zauważyć niedoróbek "prawa" Rzeczypospolitej.
Oj zaczyna się walić ten "irlandzki" w POlsce domek z kart...
Uśmiechnąłem sie sam do się...i zapaliłem z wrażenia... zdanie powyżej, jego pisownia - dzieło przypadku, po kilku sekundach do mnie dotarło, omen jaki, czy cuś...
Tak zupełnie przypadkiem ostatnimi dniami wróciłem do pięknego filmu zza wschodniej granicy... "Ciekawostki rosyjskiej polityki" albo "Osobliwości...", niestety, na znanych portalach trudno znaleźć ową pozycję, są jej koleżanki... wędkarstwo i myślistwo. Co tym bardziej przykuwa uwagę!
Nie mam na myśli wzorowania się na nich... ;) ale pokazanie "idei", mysli przewodniej każdego z tych filmów... Żyjemy dla siebie, nie dla posiadania... Czyli umiar i nie wszystko złoto co się świeci. Nie zawsze wzorce z zewnątrz są dobre, i nie zawsze trzeba je wprowadzać...
Zresztą, wprowadzono i próbuje się nadal wprowadzać (wciskać) "wspaniałości", ale po czasie okazuja się zwykłymi "bublami" którymi zachód, wschód, reszta świata wspaniałomyslnie nas obdarowali.. ;> A my? Jak zwykle... budzimy się z ręką w nocniku.
Poza nawiasem....
Około ćwierć wieku temu, jeden z moich kolegów w pewnej dyskusji przytoczył słowa swego znajomego niemca, brzmiało to mniej więcej tak: "Socjalizm jest najdłuższą drogą do kapitalizmu..." mnie się wtedy wyrwało: "i vice versa"...
Ktoś może mi zarzucić "komunizm" - lecz nie wypaczajmy idei, samej w sobie ok? W końcu dążymy do "równości"...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komunizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komunizm. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 30 września 2012
środa, 19 września 2012
Czytanie „papieru”...
Jakże inaczej odbieram czytanie
„prawdziwej” książki, przez kilka lat prawie odwykłem od
zwykłej papierowej... I muszę przyznać że nawet zapach,
specyficzny, książki kiedyś zawilgoconej odbiera się jako wcale
znośny i „sentymentalny”? Może...
W ręce i przed oczy wszedł Aleksy
Pokryszkin „Myśliwiec” wydana w 1949r nakładem Wydawnictwa
„Prasa Wojskowa”.
Czyta się to dziwnie, choć ja
wychowany jeszcze w dobie „kultu” partii i wojska, ale już nieco
otrzaskany... Traktuję ją jako eksponat, i pamiątkę z |”okresu”.
Książka zainteresuje chyba tych,
którzy interesują się lotnictwem, ale z pkt. widzenia „komunisty”,
ideologa wręcz, oraz pilota. Autor skupia się na poznawaniu technik
walki mysliwców z tamtego okresu, analiz, opisów i własnych
dokonań – a to wszystko na przestrzeni II wojny światowej.
Dziś bawić będą archaizmy typu:
„człowiek radziecki” czy opis jakże ważnego: „W tym czasie
zaszło ważne zdarzenie w moim życiu osobistym. Wiosną
czterdziestego drugiego roku zostałem przyjęty do partii. Rolę
swoją, jako komunista, rozumiałem tak: dążyć wytrwale do tego,
by zawsze być pierwszym w boju i nauce. Legitymację partyjną
wręczano mi na lotnisku w pobliżu Krasnodonu.”
Taki to język... takie czasy... tylko wujek Stalin wciąż żywy... :)
PAN JEST ZADOWOLONY...
Subskrybuj:
Posty (Atom)